Obudził mnie ojciec. Wszyscy byli już gotowi, a ja kompletnie nie ogarnięta. Z prędkością wampira, uczesałam włosy, przebrałam się w czarną podkoszulkę, leginsy i ciemne trampki, po czym zbiegłam na dół.
***
Przybiliśmy z małym opóźnieniem.. wilkołaki czekały już na nas. Zauważyłam, że większość z nich to mężczyźni, chłopcy, ogólnie płeć przeciwna.
Dzisiejszy trening polegał na zapoznaniu się. Jakiś debil wymyślił, że połączymy się w pary. Wilkołak z wampirem. Mamy godzinkę na zapoznanie się, później jakieś działanie w mieszanych grupach. Bardziej przypominało mi to zabawy zapoznawcze na koloniach. Tyle że.. to nie kolonie. Mierzyłam wzrokiem wszystkie nowe osoby, wmawiajac sobie, że jestem silna, odważna. A tak na prawdę miałam ochotę stamtąd uciec, widząc tych umięśnionych chłopaków. Mój wzrok powędrował na chłopaka, który był na porannym spotkaniu. Przerażający, a zarazem pociągający wilkołak. Mój czarny wilk ze snu, pomyślałam i od razu skarciłam się za tę myśl. On wcale nie jest moim. Po prostu ma czarną sierść jako wilk. Tyle..
- Kalye. -ojciec wypowiedział moje imie.
Spojrzałam na niego.
- Ty spędzisz tę godzinę z Mattem.
Szukałam wzrokiem chłopaka, do którego mogłoby pasować te imie. Nagle zauważyłam, że mój.. kurde.. że czarny wilk uśmiecha się do mnie. Czyżby on był tym Mattem? Wydałam z siebie cichy jęk. Nie miałam ochoty spędzać godziny z jakimkolwiek wilkołakiem, a tym bardziej z takim, który przyprawia mnie o dreszcze.
niedziela, 25 grudnia 2016
Od Kalye do Matta
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz