Obudziłem się następnego dnia w swoim pokoju. Zmrużyłem lekko oczy i rozejrzałem po pomieszczeniu, byłem to sam - jak zwykle. Chciałem podnieść głowę jednak przeszkodził mi w tym ból. Położyłem dłoń na szyi, miałem opatrunek. Podniosłem się z łóżka i podszedłem do lustra, zdjąłem opatrunek. Miałem dwie dość szerokie od wyrywania się ślady kłów. Westchnąłem, wyrzuciłem opatrunek do kosza i dzięki swojej mocy, nieco zmniejszyłem ranę. Wziąłem prysznic, wyszczotkowałem zęby i ubrałem się.


Wróciłem do siebie do pokoju i uchyliłem okno.
- Dzisiaj biegamy, idziesz czy wolisz zostać? - spytał ojciec.
- Idę, nic mi nie jest. - wywróciłem lekko oczami.
- Mhm, to chodź. - wyszedł, zrobiłem to samo.
Tym razem to wampiry czekały na nas.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz